Thursday, April 24, 2008

ESC kontratakuje / Dont Fuck The Customer

Apologies for the fact this post is in Polish. It is an interesting post scriptum to my last blog post

Okazuje się że mój ostatni post ma ciekawą kontynuację. Pan, jak się okazało, właściciel firmy ESC był łaskaw odpowiedzieć mi mailowo. Dwukrotnie. Odpowiedzi te są ciekawe i wiele mówiące, więc je tu przytoczę. I skomentuję.

Mail pierwszy:

[...]
Najpierw niech sie Pan nauczy szacunku do ludzi, a dopiero pozniej pisze o jej braku,

chociaz dzis udowodnil Pan ze ma problemy z duzo bardziej banalnymi czynnosciami wiec nie zdziwie sie jesli to Pana przerosnie.

Gwarantuje ze przekona sie Pan jak zalosna jest osoba po kontacie z serwisem iiyamy do ktorego przeciez to ma sie Pan zwrocic...

Z wyrazami politowania
[...]

Juz zaczyna się robić ciekawie, prawda? Odpowiedziałem panu, że miałem już kontakt z serwisem Iiyamy, który usunął w jednym z naszych identycznych monitorów dokładnie taką samą usterkę.

Drugi mail był jeszcze ciekawszy:


Widze ze ma Pan powazniejsze problemy z logicznym mysleniem niz sie wydaje.

Nie chodzi mi o traktowanie, co wydaje sie oczywiste, tylko o Panska wyimaginowana usterke monitora :)

Jest Pan wrecz zabawny.

Mimo wszytsko zycze szybkiego powrotu do zdrowia

No cóż, musze się do tego jakoś ustosunkować, prawda?

Ok, zacznijmy od sprawy mniej ważnej, czyli od ustalenia faktów:
  • po pierwsze usterka nie jest wyimaginowana. Po powrocie z ESC "zreprodukowaliśmy" usterkę bez problemu. Osiem osób w biurze widziało że obrazu nie ma. Pojawił się po dłuższym "potrząsaniu" wtyczką w gniazdku. Jest jakiś problem prawdopodobnie z niezwierającymi stykami, zimnym lutem czy czymś podobnym
  • brak szacunku? Nie przypominam sobie abym podczas całej wizyty w sklepie wypowiedział choć jedno słowo, które mogłoby być odebrane jako obelżywe
Teraz o tym co jest w tym ważne: napisałem do pana właściciela ESC następującego maila:

Drogi Panie,


Proszę zdać sobie sprawę że absolutnie wisi mi jak kilo kitu Pańska opinia o mojej osobie. Nie jest Pan dla mnie nikim ważnym, moje życie i powodzenie nie zależy w najmniejszym stopniu od tego czy uważa mnie Pan za osobę zdrową na umyśle.


Niestety umknęło Panu to że nie jest to sytuacja symetryczna. Powodzenie Pańskiego sklepu zależy właściwie całkowicie od tego jaka opinie o nim maja Pańscy klienci. Dodam, że klient nie ma obowiązku być dla Pana miły, nie ma obowiązku wiedzieć wszystkiego, mieć zawsze dobry humor i nie sprawiać Panu problemów. Nawet ostatni debil i upierdliwiec, nie znający się na niczym, jeśli zostanie w Pańskim sklepie potraktowany niemile, nieprofesjonalnie i obcesowo, jest w stanie zszargać Panu opinię. I tą zszarganą opinię roznieść po okolicy.


I teraz zabawna część - każdy biznes ma w swojej "grupie docelowej" określoną kategorię klientów, na których opinii powinno mu zależeć najbardziej, gdyż są oni w stanie bardzo mocno, pozytywnie lub negatywnie go rozreklamować. Zwykle też jest tak że opinie negatywne roznoszą się dużo szybciej niż pozytywne. To są podstawy prowadzenia biznesu i nie odkrywam tu Ameryki. Dla biznesów handlujących detalicznie sprzętem komputerowym, taką kategorią są "power userzy" - informatycy, gracze, studenci kierunków technicznych, pracownicy działów IT, itp. Do takich ludzi zwracają się po radę inne osoby, poszukujące miejsca gdzie można by kupić sprzęt, a przede wszystkim - gdzie absolutnie nie należy kupować, bo jest niemiło.


No cóż, właśnie trafił Pan na klienta, który jest tego typu power userem. Co zresztą dało się zauważyć po oczywistych objawach:
  • monitor kupiłem na fakturę, czyli reprezentuje firmę
  • wszedłem do Pańskiego sklepu z bardzo drogim i "wypasionym" laptopem pod pachą...
  • ... na którym oczekując na obsługę zacząłem pracować nad programem w języku Java
I teraz tak - w naszej firmie pracuje w tej chwili osiem osób. Wszyscy przyszliśmy z firmy Intel, w której pracuje około 300 informatyków, z których bardzo duża część (połowa co najmniej) czyta naszego bloga. Znamy też masy ludzi w innych firmach - Lufthansa, Wirtualna Polska, Atena, Vector, Prokom, TDP i wiele innych. W niedzielę będziemy dawali wykład na Politechnice dla znacznej liczby studentów informatyki (następne kilkadziesiąt osób!) - proszę zgadnąć jaką anegdotkę z życia wziętą opowiemy im "na zagajenie"? Jesteśmy w stanie i mamy techniczne możliwości (ach ten internet!) w ciągu kilku minut powiadomić o URLu do tego bloga kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy osób. Naprawdę - szacowaliśmy to i nie ma tu przesady. Proszę spróbować wyciągnąć z tego wniosek dla siebie.


Zabawna sprawa numer dwa - na Pańskim gorszym dniu już korzysta Pańska konkurencja. Tak się składa że planuję wymianę domowego desktopa na nowy model. Można śmiało założyć że będzie mi chodzić o model droższy, z górnej półki prawda? Na sprzedaży którego zarobił by Pan sporo, gdybym wrócił do Pańskiego sklepu zachęcony jakością obsługi. Znajomy z firmy Karen (zareklamuję ich, a co - bardzo dobrze obsłużyli naszą firmę ostatnim razem przy duuużym zamówieniu), przeczytawszy mojego bloga i wiedząc o tych moich planach, zaoferował że skompletuje mi i sprzeda potrzebny mi sprzęt, argumentując to tak że "u niego nie będę narażony na humory sprzedawcy". I ja prawdopodobnie przyjmę tę ofertę. A przecież to Pan mógłby na mnie zarobić, prawda?


Kończąc, jeśli chciałby Pan wysłać mi kolejnego maila, w którym mnie Pan obrazi, proszę zdać sobie sprawę że natychmiast go upublicznię. Jedyną szansą odzyskania reputacji jest w tej chwili dla Pana napisanie sensownego komentarza do tego posta na blogu.



z poważaniem


Marcin Gorycki

19 comments:

Marcin Gorycki said...

No i doczekałem się odpowiedzi:


Przestan mi juz zasmiecan skrzynke pajacu, bo mam ciebie i twojego typu znajomych "z wypasionymi laptopami" w glebokim powazaniu, chesz udowodnic ze jestes prostakiem ktory dorwal sie do kasy?

Mozesz to upublicznic na swoim blogu i gdzie tylko chcesz wisi mi to

a swoja droga musisz byc totalnie przybitym, zdsperowanym i smutnym czlowiekiem skoro zyjesz takimi sprawmi

wyrazy wspolczucia dla ciebie, twojej rodziny i twoich znajmoych


Cóż, pan nie zrozumiał o co chodzi w całej sprawie. Jak widać - ma swoich obecnych i przyszłych klientów "w głębokim poważaniu". Oh well, jest kilka innych sklepów w okolicy, prawda?

Paweł said...

Czytam tak tego bloga.. i wiesz co? Tutaj Michał ma trochę racji.. jesteś zapatrzony w siebie.. "power user", "wypasiony laptop" i tym podobne. Do ESC nigdy nic nie miałem - a do sklepu wchodzę nie po to, żeby mi lizali dupę - tylko po to, żeby sobie coś kupić. A idę tam - gdzie jest po prostu taniej. Robisz trochę z siebie pajaca.. Nie wiem od kiedy "power user" charakteryzuje się tym, że kupuję towar na fakturę.. śmieszne. Wchodzi do sklepu z "wypasionym", "bardzo drogim laptoptem".. brawo. Teraz możesz zostać moim przyjacielem. Zastanów się co Ty w ogóle piszesz.. ile Ty masz lat? Bo zachowujesz się na 18....

Przemyslaw Bielicki said...

@Paweł: od kiedy pamiętam każy klient to pajac - przychodzi do sklepu, marudzi, narzeka, przede wszystkim sie nie zna i chyba chce sie czuć wyróżniony a w interesie sprzedacy jest go zadowolic i sprzedac za jak najwieksza kase. Oczywiscie nie jest to niczyj obowiazek ale pokazuje podejscie.

Każy klient to "power user" - dla mnie kazdy klient jest taki sam - nie wiem ile ma kasy na koncie i co może kupić.

Wniosek jest jeden - jacy ludzie, takie sklepy (już nic o kraju nie napiszę ;)

No może też drugi wniosek - jeśli chcesz tanio coś kupić to dostaniesz tanią obsługę z niskiej półki - wybór należy do ciebie. Nie oczekuj, że jak pójdziesz do "biedronki" to będzie ci do koszyka wrzucać super tanie, markowe produkty piękna młoda laseczka z klasą w mini spódniczce.

Marcin Gorycki said...

@paweł: ale rozumiesz o co chodzi w moim poście, prawda? Jeśli nie to wy łuszczę: nie o to że mam drogiego laptopa i się tym chwalę, tylko o to że pan Michał traktując mnie tak, jak mnie potraktował, działa wprost na szkodę biznesu, którego jest właścicielem.

Marcin Gorycki said...

@przemek: w sumie masz rację. Moje problemy wzięły się wyłącznie z tego, że postanowiłem zaoszczędzić 100 PLN i nie wybrałem się do dobrego i zaufanego sklepu. Nauczka dla mnie na przyszłość...

Slawomir Ginter said...

Dochodzisz do sedna problemu.
Jeśli chcę coś kupić tanio, idę do skapiec.pl, ceneo.pl, nokaut.pl czy innego bardziej branżowego "centrum handlowego". Z reguły mają najtaniej ;-)

Do sklepu "osiedlowego" idę w 2 przypadkach:
- kiedy mi się spieszy i wiem, że będę obsłużony sprawnie i na miejscu,
- kiedy potrzebuję spersonalizowanego serwisu, bo potrzebuję rady albo pomocy i za to płacę extra (skąd teoria ze w ESC jest taniej???)

Po tym, czego się dowiedziałem o ESC po prostu tam nie pójdę. Stracę czas i nie uzyskam usługi na jaką liczę. Nie wspominając o fakcie, że "pójdę" jest w przypadku tego sklepu dosłowne, bo nawet nie ma parkingu (współczuję kupującym monitory itp.)

Odnosząc się do power userstwa i drogich laptopów:
- jesli właściciel sklepu nie ma do mnie szacunku (w sensie biznesowym) z przyczyn czysto ludzkich (każdemu sie należy 'dzień dobry', 'do widzenia', 'dziękuję' i uśmiech na pożegnanie), to niech na mnie spojrzy jak na worek z kasą.
Skoro paraduję z drogim laptopem, to znaczy że mam kasę, którą można ze mnie zdoić.
Skoro jestem "power userem", to znaczy, że mam wpływ na innych. Nie ważne, czy jestem naprawdę kumaty, czy tylko pozuję, ale znajdą się ludzie którzy biorą pod uwagę moje zdanie.
Jeśli przy tym w rzeczywistości niewiele wiem o sprzęcie, to można mi wcisnąć cokolwiek za wygórowaną cenę i w dodatku będę do podobnego zakupu namawiał znajomych, żeby nie wyjść na głupka.
Z biznesowego punktu widzenia zrażanie do siebie takiego klienta to najgorszy możliwy ruch.

Nie chodzi mi o "lizanie dupy", tylko chcę dostać to, po co przyszedłem do sklepu i za co płacę dodatkowo.
Czyli jeśli nie umiem wsadzić (za przeproszeniem) wtyczki w monitor, to chcę usłyszeć "proszę mocniej wciskać wtyczkę" a nie "spierdalaj".

A kompleks niższości leczy się u psychologa, a nie poniżaniem klientów.

Paweł said...

I tutaj pojawia się mały konflikt: jeżeli ktoś o sobie mówi jak o osobie "z branży" czy też "z tematu" (domyślnie: "IT") - następnie wspomina o INTELach i innych takich, to "dociśnięcie" wtyczki chyba nie powinno dla takiej osoby być problemem. Nie rozumiem też, po co ktoś się "wypłakuje" na blogach.. blog przeminie - temat też. I niech nikt nie mówi, że tak nie będzie. Ok - 40 osobom powiesz żeby poszły do innego sklepu - ale tak jak, jak i Ty i każdy inny dobrze wie - że to nic nie zmieni (mówimy tutaj o ilości klientów) czy ogólnym prosperowaniu firmy.

Nie ma co ciągnąć tematu - jak baby na bazarze...

Slawomir Ginter said...

Wciskanie wtyczki - czy dla Ciebie też "informatyk" == osoba umiejąca wciskać wtyczki w najnowszych modelach monitorów?

Możemy porozmawiać o najnowszych trendach w protokołach komunikacji bezprzewodowej albo o nowych serwerach aplikacji, ale niestety moje zainteresowanie (a więc i praktyczna wiedza) np. na temat kart graficznych zakończyła się w okolicach GeForce 1. Dlatego od sprzedawcy w sklepie oczekuję np. pomocy w wyborze karty oraz grzecznego poinformowania jeśli próbuję wcisnąć kabel odwrotnie.

Co do celu takich postów: być może ktoś właśnie się zastanawia jakby tu rozkręcić sklep komputerowy (albo warzywniak) tak, żeby odebrać klientów sklepom już istniejącym. Być może przeczyta ten wątek, być może wyciągnie wnioski, być może założy droższy sklep, ale z parkingiem i sensowną obsługą i obaj będziemy zadowoleni.

Być może 40 osób przeczyta ten wątek, pomyśli że warto jednak walczyć o normalność i nie tolerować głupoty w każdej postaci.

Być może właściciel sklepu przeczyta ten wątek, zrozumie o co w nim naprawde chodzi i poprawi działanie sklepu. Znowu wszyscy na tym skorzystają.

Czy warto marnować czas? Nie wiem. Może skutek będzie żaden, ale może zbiorowym wysiłkiem uda się wprowadzić tą normalność.

Paweł said...

Tak czy inaczej, nadal uważam - że takie wypłakiwanie się na "blogu" przez "dorosłego mężczyznę" z takimi "super drogimi wypasionymi" laptopami - to w pewien sposób ośmieszanie siebie. Podobnie jak Ty - ja również pracuję w firmie spod znaku IT, i podobnie jak Ty - przekazałem linka do tego bloga kilku osobom.. jednak u mnie - nikt nie ukrywał "rozbawienia" tym co tu przeczytał. U Ciebie oczywiście będzie inaczej - bo przecież nikt Ci prosto w twarz (ze znajomych i w ogóle) nie powie prawdy - gdyby myślał inaczej niż Ty byś sobie tego życzył.. prawda? W ogólnym rozrachunku - w ESC kupuje od kilku ładnych lat, i nie mam zamiaru zmieniać sklepu - znam Michała, i nigdy nie widziałem żeby bezpodstawnie kogoś "smarował". A Ty, z tego co słyszałem - nie opisałeś wszystkiego co sam mówiłeś do Michała w sklepie... Więc zanim zaczniesz o kimś pisać w określony sposób - spójrz najpierw na siebie, i pisząc takie rzeczy - nie zapominaj napisać wszystkiego o sobie w danej kwestii. Kończąc - nie oceniaj kogoś według swojej miary. A zarzucając komuś "oszustwa" i "przekręty" nie oczekuj, że ten ktoś będzie Ci sypał płatki róż pod nogami...

Marcin Gorycki said...

Pawle, mam wrażenie że ciągle nie rozumiesz o co chodzi w tym poście. Dam wskazówkę - nie o to jak bardzo niemotny jestem jako montażysta komputerów (jestem), ani o to co JA powiedziałem lub nie powiedziałem w sklepie (tak, powiedziałem parę nieprzyjemnych rzeczy).

A tłustym drukiem: firmie ESC przeszedł właśnie koło nosa kontrakt na dostawę dużej ilości sprzętu, którą bardzo niedługo komuś zlecimy z racji zatrudnienia kilku nowych ludzi - sama się wykuczyła z potencjalnej listy firm, które byśmy rozważali. Dostanie go ktoś, po wizycie u kogo nie będę miał powodu "wypłakiwać się na blogu". Nie wiem co tu jest powodem do "rozbawienia"? W każdym razie nic dla firmy ESC. Ale dla jej konkurencji oczywiście tak - może o to ci chodzi?

Paweł said...

Ok, rozumiem więc "Twój cel" tego bloga. Zapytałem więc właścicieli dwóch sklepów ze sprzętem komputerowym (nie z Gdańska a z Warszawy) co by zrobili, gdyby przez taką sytuację "stracili tak "kasiastego" klienta" (za jakiego się podajesz). I wiesz co odpowiedzieli? Że by się nie przejęli. Lepszych 100 klientów "małych" niż jeden duży a już zdecydowanie nie przejęli by się "marudami". Nie znają oni Michała - a ja mailem przesłałem im TYLKO to co Ty napisałeś na blogu (pomijając nazwę sklepu). Werdykt: Tak czy inaczej - możesz myśleć, że "wygrałeś" swoją małą wojnę - a jak życie pokaże i tak na rynku przetrwają najwięksi - a co za tym idzie ESC nie ma się czym przejmować i czego obawiać. Po części tylko rozumiem Twoje "pretensje" do ESC (Michała) - ale sam sobie popatrz - w jakim świetle przedstawiasz sklep - a w jakim siebie - nie pisząc wszystkiego co sam w kierunku ESC będąc tam zarzuciłeś.. Nie warto się kłócić - bo stałego klienta (np. mnie) nie przekonasz, żeby tam nie kupować. ;) Chcąc nie chcąc - ceny mają bardzo dobre - a co do "obsługi" - to tak jak wspomniałem - co dajesz - to dostajesz.

Marcin Gorycki said...

Cóż, ci co się przejmują klientem, po kilku latach działania mają znakomitą szansę znacząco zwiększać zyski, otworzyć franszyzy, wejść na giełdę itp.

Ci zaś co się klientem nie przejmują, na zawsze pozostaną małym sklepikiem na rogu, sprzedającym sprzęt z groszowym zyskiem - oczywiście do czasu aż 50 metrów dalej otworzą Saturna, prawda?

PS: "w kierunku ESC", będąc tam nie "zarzucałem" nic, czego bym i dzisiaj na spokojnie nie mógł z czystym sumieniem powtórzyć - a mianowicie kompletnego braku szacunku dla klienta i totalnej obojętności na wszystko co nie jest natychmiastowym zyskem. Zabawne jest też to że gdyby pan serwisant poświęcił mi 30 sekund uwagi na samym początku mojej wizyty i pokazał jak "prawidłowo" podłaczyć monitor do MacBooka (jak mu to na wstępie mojej wizyty zasugerowałem), to miał by w tej chwili oddanego klienta, a ja bym mu podziękował za pomoc i był szczerze wdzięczny. Zabrała by mu ta operacja dużo mniej czasu niż 20 minut, które monitor spędził na zapleczu sklepu ESC. Z jakiegoś powodu jednak serwisant (jak i potem jego szef) postanowili ograniczyć się do wykazania li i jedynie że "z ich strony wszystko jest ok". I zbyć mnie ekwiwalentem słowa "spierdalaj".

Paweł said...

Ale sam lepszy nie jesteś (czytaj: tytuł pierwszej części bloga).. więc gdzie problem? ;)
I czy ja wiem, czy ESC jest "małym sklepikiem na rogu"? :) Idź, przejdź się - porównaj ceny = wyciągnij wnioski. Średnio Saturn o 50 - 70 zł droższy. A wracając do obsługi/serwisu/szefa = uwierz mi, że gdyby "ESC był taki zły jak Ty to sobie i wszystkim na około wmawiasz" - to nie miałby tylu klientów.. i nie byłby tak znany jak jest. Wyobraź sobie sytuacje: Kowalski kupuje sobie monitor. Dzień (czy dwa) później przychodzi i mówi, że monitor mu "nie działa". Serwis monitor sprawdza, a następnie przy Kowalskim podłącza monitor do komputera - i wszystko BEZPROBLEMOWO śmiga. A na to Kowalski zaczyna wymyślać różne bajki, aż w końcu żąda zwrotu pieniędzy (do czego NIE MA PRAWA!). Załóżmy, że szef sklepu się na to godzi.. A za tydzień przychodzi Jakiś tam Kowalski2 i taka sama sytuacja np. z drukarką czy skanerem czy innym takim. Teraz ja pytam: co to kurwa wypożyczalnia? Serwis jest po to, żeby monitor sprawdzić. Jak serwis wydaje opinie pozytywną i później pokazuje na własnym sprzęcie, że monitor działa - to gdzie problem? Nikt nigdzie, i nigdy nie mówi i mówić zapewne nie będzie, że sprzęt będzie w 100% w ten czy inny sposób współpracował z "macami". Nie ma co się 100000 powtarzać.....

Slawomir Ginter said...

Z tego co zrozumiałem z orginalnego posta, to problem polegał na tym, że serwisant ODMÓWIŁ podłączenia monitora przy Kowalskim.

Znasz najczęściej wypowiadane przez programistę słowa, kiedy czyta bug reporta dot. swojego kodu? "Ciekawe, u mnie działa" (nie poparte żadnymi badaniami naukowymi, ale zapytaj kogo chcesz ;-) )

Paweł said...

No a z tego co ja wiem, to serwisant podłaczył przy kliencie monitor - zamiast pierwszego lepszego monitora z wystawy. Oczywiście - nie podłaczył do "mega drogiego wypasionego" macbooka klienta - bo tego w obowiązku nie ma.. Skończmy tą rozmowe ;) Bez sensu to się zaczyna robić ;) Normalnie aż dzisiaj pójde zrobić zakupy w ESC, zobaczymy jak tam nastawienie do klienta się prezentuje ;)

Marcin Gorycki said...

no i nie zrozumiał o co chodzi :)

Anonymous said...

Jedna rzecz mi sie nasunela a propos calej sytuacji - przeciez tak naprawde usmiech, dobre zachowanie i bycie milym nic nie kosztuja - malo to ma wspolnego z tym, ze firma sprzedaje cos taniej niz konkurencja. Moim zdaniem takie zachowania trzeba jak najczesciej wytykac - a nie pisac, ze tak jest, bo ten sklep jest tanszy i pobiera mniejsza marze. Juz kilkanascie lat minelo i czas zeby sprzedawcy nauczyli sie, jak funkcjonowac w obrebie wolnego rynku w cywilizowanym kraju.

Anonymous said...

Może i ESC od tego nie zbankrutuje, ale opinia na ceneo plus ten blog skutecznie mnie zniechęciły do zakupienia tam czegokolwiek. Co właścicielom pod rozwagę daję.

Anonymous said...

Tak sobie poczytałem, i jako pracownik innego (trójmiejskiego) sklepu komputerowego - przyznać niestety muszę rację ESC. Jeżeli sprzęt zakupiony w sklepie komputerowym JEST SPRAWNY (na przykładzie komputera "wystawowego") - to nie ma PRAWNEJ możliwości zwrotu/wymiany monitora na inny. Rozmawiałem ze znajomym z ESC w tej sprawie - i jasno wynika: klient, który oskarża sprzedawcę o kłamstwo/oszustwo - nie może oczekiwać, że każdy z pracowników sklepu będzie go całował po nogach i "szedł mu na rękę".

Post a Comment