Sunday, April 27, 2008

Postcard(s) from Cap d'Antibes

Some pictures from our Saturday's bicycle ride around Cap d'Antibes - it was awesome :)

Enjoy!



Thursday, April 24, 2008

ESC kontratakuje / Dont Fuck The Customer

Apologies for the fact this post is in Polish. It is an interesting post scriptum to my last blog post

Okazuje się że mój ostatni post ma ciekawą kontynuację. Pan, jak się okazało, właściciel firmy ESC był łaskaw odpowiedzieć mi mailowo. Dwukrotnie. Odpowiedzi te są ciekawe i wiele mówiące, więc je tu przytoczę. I skomentuję.

Mail pierwszy:

[...]
Najpierw niech sie Pan nauczy szacunku do ludzi, a dopiero pozniej pisze o jej braku,

chociaz dzis udowodnil Pan ze ma problemy z duzo bardziej banalnymi czynnosciami wiec nie zdziwie sie jesli to Pana przerosnie.

Gwarantuje ze przekona sie Pan jak zalosna jest osoba po kontacie z serwisem iiyamy do ktorego przeciez to ma sie Pan zwrocic...

Z wyrazami politowania
[...]

Juz zaczyna się robić ciekawie, prawda? Odpowiedziałem panu, że miałem już kontakt z serwisem Iiyamy, który usunął w jednym z naszych identycznych monitorów dokładnie taką samą usterkę.

Drugi mail był jeszcze ciekawszy:


Widze ze ma Pan powazniejsze problemy z logicznym mysleniem niz sie wydaje.

Nie chodzi mi o traktowanie, co wydaje sie oczywiste, tylko o Panska wyimaginowana usterke monitora :)

Jest Pan wrecz zabawny.

Mimo wszytsko zycze szybkiego powrotu do zdrowia

No cóż, musze się do tego jakoś ustosunkować, prawda?

Ok, zacznijmy od sprawy mniej ważnej, czyli od ustalenia faktów:
  • po pierwsze usterka nie jest wyimaginowana. Po powrocie z ESC "zreprodukowaliśmy" usterkę bez problemu. Osiem osób w biurze widziało że obrazu nie ma. Pojawił się po dłuższym "potrząsaniu" wtyczką w gniazdku. Jest jakiś problem prawdopodobnie z niezwierającymi stykami, zimnym lutem czy czymś podobnym
  • brak szacunku? Nie przypominam sobie abym podczas całej wizyty w sklepie wypowiedział choć jedno słowo, które mogłoby być odebrane jako obelżywe
Teraz o tym co jest w tym ważne: napisałem do pana właściciela ESC następującego maila:

Drogi Panie,


Proszę zdać sobie sprawę że absolutnie wisi mi jak kilo kitu Pańska opinia o mojej osobie. Nie jest Pan dla mnie nikim ważnym, moje życie i powodzenie nie zależy w najmniejszym stopniu od tego czy uważa mnie Pan za osobę zdrową na umyśle.


Niestety umknęło Panu to że nie jest to sytuacja symetryczna. Powodzenie Pańskiego sklepu zależy właściwie całkowicie od tego jaka opinie o nim maja Pańscy klienci. Dodam, że klient nie ma obowiązku być dla Pana miły, nie ma obowiązku wiedzieć wszystkiego, mieć zawsze dobry humor i nie sprawiać Panu problemów. Nawet ostatni debil i upierdliwiec, nie znający się na niczym, jeśli zostanie w Pańskim sklepie potraktowany niemile, nieprofesjonalnie i obcesowo, jest w stanie zszargać Panu opinię. I tą zszarganą opinię roznieść po okolicy.


I teraz zabawna część - każdy biznes ma w swojej "grupie docelowej" określoną kategorię klientów, na których opinii powinno mu zależeć najbardziej, gdyż są oni w stanie bardzo mocno, pozytywnie lub negatywnie go rozreklamować. Zwykle też jest tak że opinie negatywne roznoszą się dużo szybciej niż pozytywne. To są podstawy prowadzenia biznesu i nie odkrywam tu Ameryki. Dla biznesów handlujących detalicznie sprzętem komputerowym, taką kategorią są "power userzy" - informatycy, gracze, studenci kierunków technicznych, pracownicy działów IT, itp. Do takich ludzi zwracają się po radę inne osoby, poszukujące miejsca gdzie można by kupić sprzęt, a przede wszystkim - gdzie absolutnie nie należy kupować, bo jest niemiło.


No cóż, właśnie trafił Pan na klienta, który jest tego typu power userem. Co zresztą dało się zauważyć po oczywistych objawach:
  • monitor kupiłem na fakturę, czyli reprezentuje firmę
  • wszedłem do Pańskiego sklepu z bardzo drogim i "wypasionym" laptopem pod pachą...
  • ... na którym oczekując na obsługę zacząłem pracować nad programem w języku Java
I teraz tak - w naszej firmie pracuje w tej chwili osiem osób. Wszyscy przyszliśmy z firmy Intel, w której pracuje około 300 informatyków, z których bardzo duża część (połowa co najmniej) czyta naszego bloga. Znamy też masy ludzi w innych firmach - Lufthansa, Wirtualna Polska, Atena, Vector, Prokom, TDP i wiele innych. W niedzielę będziemy dawali wykład na Politechnice dla znacznej liczby studentów informatyki (następne kilkadziesiąt osób!) - proszę zgadnąć jaką anegdotkę z życia wziętą opowiemy im "na zagajenie"? Jesteśmy w stanie i mamy techniczne możliwości (ach ten internet!) w ciągu kilku minut powiadomić o URLu do tego bloga kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy osób. Naprawdę - szacowaliśmy to i nie ma tu przesady. Proszę spróbować wyciągnąć z tego wniosek dla siebie.


Zabawna sprawa numer dwa - na Pańskim gorszym dniu już korzysta Pańska konkurencja. Tak się składa że planuję wymianę domowego desktopa na nowy model. Można śmiało założyć że będzie mi chodzić o model droższy, z górnej półki prawda? Na sprzedaży którego zarobił by Pan sporo, gdybym wrócił do Pańskiego sklepu zachęcony jakością obsługi. Znajomy z firmy Karen (zareklamuję ich, a co - bardzo dobrze obsłużyli naszą firmę ostatnim razem przy duuużym zamówieniu), przeczytawszy mojego bloga i wiedząc o tych moich planach, zaoferował że skompletuje mi i sprzeda potrzebny mi sprzęt, argumentując to tak że "u niego nie będę narażony na humory sprzedawcy". I ja prawdopodobnie przyjmę tę ofertę. A przecież to Pan mógłby na mnie zarobić, prawda?


Kończąc, jeśli chciałby Pan wysłać mi kolejnego maila, w którym mnie Pan obrazi, proszę zdać sobie sprawę że natychmiast go upublicznię. Jedyną szansą odzyskania reputacji jest w tej chwili dla Pana napisanie sensownego komentarza do tego posta na blogu.



z poważaniem


Marcin Gorycki

Wednesday, April 23, 2008

PSA: Where Not To Shop/Gdzie Nie kupować

Note to our English-speaking audience. The post below is in Polish, as it describes my personal adventures with fucking asshole manager (owner?) of a certain computer equipment shop in Gdansk. It is meant as an advice and a warning to locals.

Przedwczoraj wieczorem postanowiłem kupic sobie monitor. Konkretnie ten. Z możliwych do wyboru sklepów wybrałem (niestety jak się późnij okazało) przybytek o nazwie ESC Computers, ze względu na wysokie oceny i przed wszystkim na lokację blisko biura. Jakież było moje zdziwienie, gdy wczoraj rano otrzymałem od sprzedawcy SMSa, że monitor jest do odbioru. Rzeczywiście był. Po małych przygodach z płatnością (pan sprzedawca zażyczył sobie kilka procent "górki" za to że chciałem zapłacic kartą kredytową, więc musiałem udac się do bankomatu po gotówkę - na marginesie - czy takie praktyki są legalne, czy może powinienem zgłosić to do VISA?) monitor szczęśliwie nabyłem. Niestety okazało się że nie da się go wypróbowac na miejscu, gdyz według słów sprzedawcy "nie ma gdzie go podłączyć". Ale uzyskałem solenne zapewnienie że gdyby coś było nie tak, to mogę w ciągu kilku dni zwrócić sprzęt i zostanie on wymieniony na inną sztukę. Uspokojony zabrałem monitor do domu.

Tam niestety okazało się że monitor nie podaje sygnału cyfrowego (HDMI, przez dołączona do monitora przejściówkę z DVI). Próbowałem zarówno na domowym desktopie (Dell Optiplex z kartą ATI Radeon 9200) jak i na służbowym laptopie (Apple MacBook Pro) - z identycznym skutkiem. Postanowiłem wrócić z monitorem do sklepu i poprosić o wymianę na egzemplarz działający.

Dziś rano udałem się do sklepu - z monitorem i laptopem (aby zademonstrować usterkę). Niestety, po zapewnieniach o bezproblemowej wymianie na nowa sztukę nie zostało ani śladu. Zostałem skierowany do stoiska serwisowego, gdzie monitor miał zostać "przetestowany". Zaoferowałem pokazanie co nie działa przy pomocy mojego laptopa, ale odpowiedź serwisanta była taka "nie obchodzi mnie czy działa z pana sprzętem - sprawdzimy czy działa z naszym". No cóż, może takie mają procedury? Pan kazał zaczekać 15 minut. No to poczekałem. I doczekałem się. Po kilkunastu minutach z "zaplecza" wyszedł pan w niebieskim sweterku i w obcesowym tonie powiedział że "u nich działa" i że "z ich strony sprawa jest skończona" (w domyśle - "spieprzaj dziadu"). Od pierwszej sekundy rozmowy ze mną był nieprzyjemny, opryskliwy, w wyraźny sposób czymś rozdrażniony. Nie pozwolił mi nawet opisać mojego problemu, nie mówiąc nawet o ponownej próbie podłączenia mojego laptopa. Absolutnie nie interesowało go że monitor w obecnym stanie jest dla mnie bezużyteczny, że chciałbym usłyszeć co może zrobiłem nie tak, może podłączyłem niewłaściwie, może dostępne są jakieś środki zaradcze. Ton rozmowy był taki jakbym zrobił panu w niebieskim osobisty afront i krzywdę zgłaszając się do serwisu.

No cóż, nikt mnie jeszcze w taki sposób nie potraktował od czasu gdy jako dziecko kupowałem w spożywczym cukier na kartki. Zabrałem więc monitor pod pachę i postanowiłem że spróbuję jeszcze raz, a jak się nie uda to po prostu wyślę sprzęt do serwisu producenta. Po kilku próbach okazało się ze najwyraźniej gniazdko HDMI w monitorze czasami nie styka (może jest poluzowane? może jakiś zimny lut?). Obraz daje się uzyskać i jest stabilny, ale jeśli niedokładnie (?) wetknie się wtyczkę, to obrazu nie ma. Czas pokaże czy da się z tym żyć, czy może jednak konieczne będzie wysłanie sprzętu do serwisu.

No to na koniec kilka wniosków:
  1. nie kupujcie nigdy w ESC Computers - nie będziecie mogli liczyć u nich na żadną pomoc, gdybyście jej potrzebowali. Dodatkowo zostaniecie obrzuceni stekiem wyzwisk i potraktowani jak śmieci
  2. problem dałoby się zdiagnozować przy pomocy mojego laptopa w tymże sklepie. Nie kosztowało by to pana w niebieskim niczego oprócz pięciu minut uwagi, która by mi poświęcił, a zyskał by stałego klienta
  3. sprawdza się stara zasada - gdybym został potraktowany dobrze, powiedziałbym o tym może kilku osobom. A one może by o tym pamiętały przy następnych zakupach. Ponieważ jednak zostałem potraktowany jak ostatni łach, napisałem bloga na ten temat, którego być może przeczyta sporo osób, wystawiłem bardzo negatywną ocenę na ceneo, opowiedziałem wszystkim w pracy jak nędznym przybytkiem jest ESC, ogólnie rzecz biorąc - sklep ten stracił dzisiaj co najmniej czterdziestu potencjalnych klientów. Niezły wynik jak na pięć minut złego humoru, drogi panie w niebieskim sweterku.
  4. Nawet o tym że naszej rozmowie przysłuchiwali się inni klienci i bardzo możliwe że wyciągali wnioski co do jakości obsługi w tym sklepie
  5. czy już mówiłem żebyście nigdy nie kupowali w ESC Computers?
UPDATE: sprawa ma ciąg dalszy :)

Power of wiki in an open company

Last Friday I experienced an interesting situation.

I was responsible for drafting our budget for incoming Job Fair in Gdańsk, where Atlassian will have a booth and will be giving an interesting (hopefully ;)) presentation.

I created a new page in our Extranet hosted by Confluence and used very powerful EditGrid Plugin to prepare the sketch of the planned expenses.
Then I sent out the link to several colleagues participating in the preparation to the job fair. They commented on the spreadsheet and I could adjust it.
Finally I chatted about the budget with one of our directors. I sent him a link on IM, he took a look on that and commented on this page saying something like "accepted".

It was simple as that.
I wonder what budgeting process could be more open, objective and transparent to all parties. Wiki rocks!

Appendix for mistrustful folks: wiki offers full traceability of all changes, so forging of a budget after it was accepted would be a bad idea :)

Sunday, April 20, 2008

Postcard from Nice

After watching your last uploaded images I thought that you may need some Sun. Here you go then :) Enjoy!

As I started learning French for good my next post will be in French...

Salut!

PS. Next week we plan to go to Monaco for the Moto Show - I'm going to send you some more postcards.

Wednesday, April 16, 2008

Atlassian presence in Gdańsk

Yesterday we finally received our great Atlassian logos (kudos Jason!) and have them mounted in front of our office and at its wall.

Here are a few pictures showing how Atlassian presence was being born.


Although we are located in a very cosy area in city centre (5 minutes by tram from both Tricity universities), which we love BTW, now various people coming to our office (we are hiring...) or just passing by will notice who occupies this building :)

I bet some people will have a hard time trying to guess what or who Atlassian is. Let make them think!

So Atlassian presence in Europe gets even more palpable and permanent (each logo is screwed in in about 10 spots ;)).

How about Atlassian logo in Oz office? Did I miss it?

Tuesday, April 15, 2008

We Have Made a Public Release of Our Software

When we have announced that we were joining Atlassian, I said we would be working on something cool. But what it was exactly, had to be kept secret then. Well, the time has come to make a release and announce it.

We have just made public the version 1.0.0 of the Atlassian IDE Plugin. You can use this plugin to integrate Atlassian products such as JIRA, Bamboo and Crucible (and more to come) with an IDE you normally spend most of your time as a developer. Release 1.0.0 supports IntelliJ IDEA and we will be adding support for Eclipse in the following months.

The software is open source (Apache 2 license), you are welcome to download, use, comment and complain. We are even open to accepting external patches if we find them useful.

Now, one thing is important - the release is only named 1.0.0 to celebrate the fact that we have gone public with this code. There was a lot of debating in the team on what version number to use, with voices like "this is clearly a 0.1-like feature-set, are you nuts to call it 1.0?" Well, yes. Yes I am. I have decided to call it 1.0, release and see what happens. I say it is good enough to give you good value for the money :). I am a firm believer in the philosophy of "Release Early, Release Often, and Listen to Your Customers".

This does not mean that we are done coding. This is still work in progress, a lot is yet to be done and expect a steady stream of releases - we are going to give you a new version every 2 weeks. We work Scrum-style with 2-week long sprints, and the result of each sprint will be published. No worries though - the plugin has an auto-update feature, so you don't have to do anything special to keep current.

BTW: We are still hiring - in Gdansk (as well as Sydney and San Francisco), and we will have even more positions open very soon. Take a look at our fridge and apply :)

Tuesday, April 1, 2008

I quit

I decided that it's time to move on my own and become an entrepreneur. I always dreamed about having my own company. To be a boss for myself. To run business on my own.

So I'm starting my own company. For a few years I have had this idea to create a site for licensing digital photographies - so art buyers would use it to license images for their advertising or editorial projects. I found that there's a place for another player in the market as there's not much of good agencies that let photographers manage their pricing as they want - all those stock agencies selling photographies for pennies are bad and for amateurs. This project aims at attracting pros that license images for big money.

I've been working on this site for many months and I can feel that it's time to fully focus on it. I was able to attract some venture capital and we have enough money to make it a reality.

So from the next month I will focus only on this project as for me and my colleagues that participated in the creation of this site it's a big chance.

It was a pleasure working with you!

Thank you!